Bożena Zadka image

Bożena Zadka

ur. 01 lipca 1954
 
 
„Folklor mam we krwi”
Szkoła Podstawowa im. Mariana Falskiego w Kraszewicach
Błogosławiony chleb nasz powszedni...

Gratulacje od znawcy

Hop do beczki!

Jak to ze lnem było

Jarmark w Kraszewicach

Jesień w russowskim skansenie

Kondziyle bydom piykne!

Na Kielecczyźnie

Obróbka lnu

Przy weselnym stole

Raz na wozie...

Rowerem do Zaprośnianek

Ręce pełne roboty

Wicie wianków na oktawę Bożego Ciała

Zimowy wieczór na wsi

Jak to z folklorem było…
Zdjęć: 15
Filmów: 1

Pochodzenie

Ło ,Pelasia, jak tyż żeś tyn lyn piyknie wysuszyła, łomie się fajnie, to i kondziyle bydom piykne! ( kwestia z przedstawienia Jak to ze lnem było, 1990) Przywołana w scenicznym dialogu Pelasia to pani Bożena Zadka, założycielka zespołu folklorystycznego Zaprośnianki w miejscowości Renta ( gmina Kraszewice, powiat ostrzeszowski). Pani Bożena Zadka urodziła się 1 lipca 1954 roku w Klonie (gmina Czajków, powiat ostrzeszowski) w rodzinie chłopskiej. Ojciec , Mieczysław Frakowski (1933- 2008) utrzymywał rodzinę z pracy we własnym gospodarstwie rolnym. Nieco większe niż półtorahektarowe pole obsiewano żytem i obsadzano ziemniakami. Domowy budżet zasilała też praca Mieczysława w zakładzie betoniarskim. Matka pani Bożeny, Teresa z domu Klińska( ur. 1929) , zajmowała się domem i wychowaniem czworga dzieci . Rok po roku na świat przychodziły córki : Józefa (1953), Bożena (1954) i Barbara ( 1955), a w 1961 państwo Frakowscy doczekali się syna Andrzeja. Cała czwórka rosła zdrowo pod okiem rodziców i dziadków. Babcia pani Bożeny ze strony ojca, Pelagia Frakowska, nie przeczuwała pewnie nawet, że po latach wnuczka stanie się na scenie Pelasią i w ten sposób utrwali pamięć o antenatce.

Dzieciństwo

Jako czterolatka pani Bożena wraca do rodzinnej wsi ojca - świętej Renty. Tak nazywają swoją miejscowość po dziś dzień jej mieszkańcy i okoliczna ludność. Pytana o pochodzenie tego określenia ,pani Bożena wymienia niewielką liczbę mieszkańców (dziś około 120 osób), związki krwi między nimi oraz dobrosąsiedzkie stosunki, spokój i dobrą atmosferę we wsi, wzajemną pomoc i wsparcie w codziennej pracy. Rozmówczyni wspomina: Tu naprawdę podnosiło się ze ścierniska każdy kłosek , bo jak się ma czegoś mało, w dwójnasób to się szanuje. Praca na roli uczy pokory. Jako podlotek musiałam pomagać w polu, nie było mowy, żeby się wykręcić od sianokosów , żniw czy wykopków. Z nadzieją wypatrywałam końca ciężkiej pracy, bo przecież kusiły dziewczyńskie rozrywki- spacer z koleżankami, wiejska zabawa albo randka. Kiedy wydawało się , że już za chwilę wrócimy do domu, tato dostrzegał pochylonych nad zagonami krewnych czy sąsiadów i stanowczo ogłaszał, że "przecież bez pomocy ich nie zostawimy". No i randka musiała poczekać.. Ojciec i córkę od początku łączyła szczególna więź. - Mówi się dziś córeczka tatusia. To właśnie ze mną tak tak było, ale nie w rozpieszczaniu czy faworyzowaniu. Rozumiałam się z ojcem bardzo dobrze, przejęłam jego charakter, temperament, nastawienie do życia, jeśli trzeba –upór i zawziętość w pokonywaniu trudności. Ojciec się z nami nie cackał. Pamiętam, że podczas budowy domu układaliśmy razem pnie sosnowe przeznaczone na wywiązkę. Tato chwytał grubszy koniec, a mnie kazał trzymać cieńszy, teoretycznie lżejszy. Żyły mi pęczniały od tej „lekkości”! Za którymś razem sosnowa kłoda wymsknęła mi się z rąk i rozorała nogę. A tato? „Znajdź no, Bożenka, klamerkę, to se zepniesz i dokończymy, bo dokończyć trzeba”. I tak mi zostało to spinanie i kończenie na całe życie- uśmiecha się „córeczka tatusia”.- Gdy przyszła ciężka, nieuleczalna choroba, spięłam się jak przy tej sośninie, zacisnęłam zęby, przetrwałam najgorsze, a teraz nie chcę pamiętać, że coś mi dolega, że biorę codziennie wyniszczające, choć ratujące mi życie leki, że … Wolę pamiętać tatę, który wyśmiał jak najgorzej rokującą własną chorobę, nie uwierzył lekarzom, zawziął się i po usłyszeniu marnych diagnoz przeżył …20 lat. Taki był, ja też taka jestem!

Edukacja (lub "młodość")

Rodziny dom pani Bożeny nie należał do szczególnie zamożnych. Utrzymanie dawała praca ojca i wysiłek matki wspomagany pracą dzieci. Był ubogo ,ale chędogo- wspomina rozmówczyni.- W chlewiku pochrząkiwały dwie świnie, ale mięso jadaliśmy od święta. Trzymaliśmy krowę ,a to znaczyło, że mleka, masła i sera na ogół nie brakowało. Mama piekła chleb. Przyglądałam się temu od dziecka jak niezwykłemu przedstawieniu , by po latach cotygodniowy obrzęd pokazać na scenie. Chłonęłam rozmowy towarzyszące temu i innym gospodarskim zajęciom, zapamiętywałam kolory, dźwięki i zapachy… Jednym słowem- nie wiedząc jeszcze tego- zbierałam materiał do moich późniejszych scenariuszy- uśmiecha się pani Bożena. Nasza bohaterka szybko dorasta. W roku 1969 kończy Szkołę Podstawową w Kraszewicach. Jako ulubiony przedmiot wspomina muzykę. Dalej uczy się w Sycowie- zdobywa zawód ekspedientki i wkrótce wychodzi za mąż (1972) . Jako osiemnastolatka przy boku męża Józefa Zadki („kochającego człowieka”- jak mówi o nim z wielkim wzruszeniem) emigruje na Śląsk. W 1969 roku jeszcze kawaler Józef Zadka ucieka przed wojskiem tylko na dwa lata i chyba nie przypuszcza, że "gruba" będzie dawać utrzymanie rodzinie Zadków przez 25 lat .

Żona przy mężu

W Nowej Rudzie przyjdą na świat dwaj synowie (Grzegorz 1973, Karol 1977), a pani Bożena podejmie tam pracę w sklepie ( -Trudno się było nie-Ślązaczce dogadać ze Ślązakami, oj , trudno… No, bo ciekawe, co byście podali zażywnej gospodyni proszącej o dwie żymły, kilogram apluzynów, tomaty, paczkę chawyrfloków i kyjzę? Szukałam tych bułek, pomarańczy, pomidorów, płatków owsianych i sera, czując na plecach niezbyt przyjazne spojrzenia i wysłuchując zniecierpliwionych komentarzy klientek.. Nic dziwnego, że w sercu Wielkopolanki cały czas tlić się będzie tęsknota za rodzinną Rentą. Zwłaszcza, że na zakupionej przez ojca pani Bożeny działce rośnie dom, małżeńskie gniazdko, na budowę którego idą odkładane systematycznie oszczędności.

Na powrót w Rencie

W 1986 roku państwo Zadkowie podejmują decyzję o powrocie . Właściwie wraca na dobre pani Bożena- choruje syn i lekarze zalecają dziecku zmianę klimatu. Pan Józef dojeżdża do rodziny i  cały czas buduje dom- dziś schludna piętrówka bieleje wśród zieleni i kwiatów i błyszczy wupucowanymi oknami ze starannie upiętymi firankami.- Uwielbiam porządek! Dom musi lśnić!- mówi gospodyni, prezentując czyściuteńkie mieszkanie. Trudno się dziwić- wielkopolsko-śląskie nawyki weszły jej w krew! – I wreszcie doczekałam się takich róż!- pani Bożena z dumą prezentuje pokryte pąkami pnącza przed domem.- Za miesiąc będzie tu czerwono, mąż już pryskał na mszyce! Tutaj, w Rencie, przyjdzie na świat jeszcze dwoje dzieci państwa Zadków- bliźnięta Marta i Jakub ( 1989). Nowy dom, nowe dzieci i nowe obowiązki, bo czworo potomstwa wymagać będzie od pani Bożeny nieustannej uwagi. Szczególnie wiele serca i matczynej troski potrzebuje do dziś niepełnosprawny Jakub. – Na Jakuba nigdy i za nic nie można się gniewać, zawsze trzeba mieć dla niego czas, siłę i cierpliwość, bo on tego najbardziej potrzebuje. I ja to dla syna mam- ze wzruszeniem, ale i stanowczością mówi dzielna mama.

Zaprośnianki wchodzą na scenę

Domowe troski nie odbierają jednak pani Bożenie chęci pracy społecznej na rzecz kultury. Od lat towarzyszy jej zamysł utworzenia… no , właśnie- czego? Zespołu muzycznego? Chóru? Wiejskiej grupy teatralnej? Decyzję- jak to często bywa- pomagają podjąć życiowe okoliczności. Na dorocznym zebraniu Koła Gospodyń Wiejskich w Rencie ( założyła je i prowadziła ponad 30 lat mama pani Bożeny, Teresa Frakowska) panie planują pracę na 1987 rok. Uczestnicząca w posiedzeniu Stanisława Cuprychowa- pracownica Gminnego Związku Kółek i Organizacji Rolniczych w Kraszewicach- proponuje , by i w malutkiej Rencie powstał zespół ludowy. Obecna w sali Bożena Zadka w lot pojmuje, że to właśnie ten moment i latami oczekiwana chwila. Jest szansa, że ziszczą się jej dziewczęce, panieńskie, śląskie marzenia, że wyniesiona z domu społecznikowska pasja i zainteresowanie folklorem wreszcie się urzeczywistni. Spośród 35 członkiń Koła Gospodyń w Rencie wyłoniło się 12 kobiet. Już w marcu na Dzień Kobiet ludowy zespół śpiewaczy dal spontaniczny i udany występ. Przez prawie dwa lata rozbrzmiewała ludowa nutka, lecz to nas nie satysfakcjonowało. Przekwalifikowałyśmy się na zespół folklorystyczno- obrzędowy Zaprośnianki, prezentujący barwne obrzędy i  zwyczaje ludowe związane z tradycjami naszego regionu. Do chwili obecnej daliśmy 96 występów na terenie całego kraju. Prezentowane przez nas obrzędy i zwyczaje ludowe zatytułowałam: Wieczór wigilijny, Jak to ze lnem było, Wicie wianków na oktawę Bożego Ciała , Kiszenie kapusty, Wiejskie wesele, Pieczenie chleba i Podkoziołek. ( fragment sprawozdania z działalności folklorystycznego zespołu Zaprośnianki, 28 września 1994 r.) Zanim jednak na scenie pojawiły się widowiska obrzędowe, zespół przez dwa lata wykonywał tylko pieśni z  akompaniamentem akordeonu. Spotkania na Biesiadach Folkloru Ziemi Kaliskiej zrodziły pomysł przekwalifikowania się zespołu. Sprzyjał temu fakt, że w okolicach Kraszewic wciąż jeszcze żywe są dawne obrzędy i zwyczaje, inne zaś zachowały się w pamięci najstarszych mieszkańców. Nieocenioną informatorką okazała się m. in. Teresa Frakowska- matka pani Bożeny Zadki.

Czas sukcesów

Pełna entuzjazmu animatorka kończy w roku 1989 warsztaty szkoleniowe zorganizowane dla kierowników zespołów ludowych przez Centrum Kultury i Sztuki w Kaliszu. Wraz z członkiniami zespołu szyje kostiumy wzorowane na oryginalnych, zachowanych strojach ludowych. Rekwizytów potrzebnych do przedstawień szuka w starych, opuszczonych domach, na strychach, w obórkach.- Zdarzało się, że z jakimś garnkiem czy narzędziem zjawiali się mieszkańcy okolicznych wsi, ale najczęściej przez niedomknięte okno czy rozlatujące się drzwi przeciskała się moja nieżyjąca już bratowa, Maria Frakowska. Chuda była i leciuśka, to myszkowała po tych stryszkach bez trudu, a ja cieszyłam się z każdej zdobyczy, która –skazana na zatracenie- odzyskiwała w naszych przedstawieniach dawny blask ( z wywiadu z bohaterką). W wywiadzie dla Gazety Poznańskiej (1992,nr 120, s.5) liderka Zaprośnianek mówi: -Uważam, że w zespole każdy człowiek na swój sposób jest aktorem. Udało nam się wyzwolić tkwiące w ludziach możliwości. Trzeba było im wmówić, że mogą być dobrzy. Nie rozdaję tekstów, aktorzy nie uczą się swych ról na pamięć. Początkowo było to szokujące. Przekonałam ich, że tekst, słowa mają w sobie, że sami najlepiej będą wiedzieli, co w danej chwili powiedzieć. Gdy człowiek nauczy się tekstu na pamięć, przestaje być na scenie autentyczny. Słowa rodzą się podczas prób i przedstawień. Co ciekawe, każde kolejne widowisko jest lepsze, jest inne. Ludzie dają z siebie wszystko, są sobą na scenie. Twórczy jest sam udział w przedstawieniu. Wraz z kolejnymi pomysłami scenariuszy, próbami i występami Zaprośnianki krzepną i rosną w siłę. Pani Zadka- autorka tekstów, reżyserka i scenografka w jednej osobie- nie korzysta z merytorycznej pomocy etnografa. Na pytanie, skąd pewność co do autentyczności inscenizowanego obrzędu, prezentowanego stroju czy używanego rekwizytu ma jedną odpowiedź- tak opowiadają starsi. Owi starsi są czasem pierwszymi widzami na kolejnych przedstawieniach i z przekonaniem potwierdzają, że tak to rzeczywiście bywało. Zespół pod kierownictwem pani Bożeny Zadki był uczestnikiem wielu warsztatów, przeglądów, biesiad folklorystycznych i konkursów. Wielokrotnie kwalifikował się do udziału w Sejmiku Wiejskich Zespołów Teatralnych, odbywającym się najczęściej w Lesznie lub Włoszakowicach i skupiającym zespoły z dawnych województw: kaliskiego, sieradzkiego, leszczyńskiego, wałbrzyskiego, zielonogórskiego oraz konińskiego. Zaprośnianki jako finalistki tego konkursu pięciokrotnie występowały na Ogólnopolskim Przeglądzie Zespołów Teatralnych w  Tarnogrodzie (1990,1991,1992,1993,1994). Pani Zadka wspomina: - Nie sposób wymienić wszystkie imprezy, w których brałyśmy udział, bo to i Festiwal Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu nad Wisłą, Estrada Folkloru Ziemi Kaliskiej, Kaliskie Dni Muzyki ,majówki w skansenie w Russowie, Kalendarium Polskie, wieczór wigilijny w Domu Pomocy Społecznej w Marszałkach, festyn parafialny i dożynki w Kraszewicach… Jednak najbardziej zapadły mi w pamięć Kielce. Podczas IV Krajowego Przeglądu Twórczości Artystycznej Wsi w 1993 roku prezentowaliśmy- według zapowiedzi- zwyczaj ludowy opracowany w formie scenicznej „Jak to ze lnem było”. Wróciłyśmy stamtąd z pierwszym miejscem za wysoki poziom artystyczny widowiska, ja- z elektrycznym czajnikiem- jedyną przyznaną tam nagrodą indywidualną, a  dzieci biorące udział w przedstawieniu- ze skierowaniami na bezpłatne kolonie w Busku- Zdroju. Ale powiem szczerze-należało nam się! Całe serce włożyłam, pół domu wywlokłam, żeby wszystko zagrało. I zagrało!

Wszystko to, co do spektakli" wywleka " z domu pani Bożena, tak naprawdę mieści się obok domu, na specjalnie dobudowanym stryszku budynku gospodarczego. Kiedy zespół zaczął się rozwijać, przybywać zaczęło rekwizytów grających w poszczególnych widowiskach. Najpierw składowano je w miejscowej remizie, ale nie było to dobre miejsce. –Mąż budował budynek gospodarczy. Poprosiłam, żeby dobudował nad nim piętro, gdzie zlokalizowałam izbę. Wszystkie rekwizyty znalazły tutaj swe miejsce. Część- rozłożona i zabezpieczona- leży na strychu. Trudno w dwóch niewielkich pokoikach ustawić. np. łomek czy cierlicę używane przy obróbce lnu- opowiada twórczyni izby regionalnej. Liczne zespoły jurorskie oceniające występy Zaprośnianek ,podkreślają za każdym razem walory poznawcze i autentyzm prezentowanych obrzędów, wynikający m. in. z posługiwania się oryginalnymi narzędziami i starodawnymi urządzeniami. Trudno się takiej opinii sędziów dziwić, skoro na scenie Zaprośnianki rozczyniają chleb w drewnianej dzieży, gotują w żelaznym saganku kartofle na wigilijny stół albo kręcą aż furkocze babcinymi kołowrotkami. "Przedmiot, który opisuję, jest wykonany z drewna. Był używany do wyrabiania masła. Składa się z dużej pałki i beczki. Jest stary, ale ładny i zadbany"-pisze współczesna dwunastolatka o kierzynce, w której nieraz podczas występu pojawiało się masło.

Znaczenie postaci

Zasługi pani Bożeny Zadki są dla kaliskiego folkloru nie do przecenienia. Angażując przede wszystkim własne środki i siły, stworzyła zespół, który wyróżnia „uroda sceniczna, znakomite aktorstwo, integracja , dbałość o szczegóły”(Gazeta Rolnicza, 1992, nr 103-105, s.5).Zaprośnianki bawią, uczą i wychowują- pani Zadka z wielkim zapałem przyjmuje młodsze pokolenie w swojej izbie i ze swadą opowiada o dokonaniach, na dowód których prezentuje stosy nagrań filmowych ,teczki wycinków prasowych, dyplomy, puchary, podziękowania i gratulacje. Działalność "Zaprośnianek" stanowiła temat jednego z rozdziałów pracy magisterskiej polonistki miejscowego gimnazjum ( Małgorzata Warszawska "Tradycja i wspólczesność kulturowa gminy Kraszewice" Uniwersytet Opolski 1997). I choć trwająca od sześciu lat choroba liderki nieco przyhamowała działania zespołu, choć skromne jest wsparcie lokalnych władz , a upływ czasu przerzedził szeregi aktorów- ich występy "nadal uświetniają liczne uroczystości i niestrudzenie ukazują i propagują tradycje i piękno rodzimej twórczości ludowej "( podziękowanie z archiwum zespołu).

Źródła:

-archiwum prywatne Bożeny Zadki

- www.kraszewice.pl

- Izba Regionalna zespołu Zaprośnianki w Rencie

-Tak, jak każe tradycja...- Ziemia Kaliska nr 29-31 1995

Autorzy

Biogram przygotował zespół uczniowski.
Szkoła Podstawowa im. Mariana Falskiego w Kraszewicach
Gmina Kraszewice, powiat ostrzeszowski

Kalendarium:

  • 1954 ― Narodziny bohatera
  • 1972 ― Zamążpójście i wyjazd...
  • 1987 ― Powstanie zespołu ...

Cytaty:

  • „Folklor mam we krwi”

Zobacz też: